Wtorek, 20 sierpnia 2019. Imieniny Bernarda, Sabiny, Samuela

Podziel się:

Podziel się:

Wielkie katastrofy czasu PRL u - wybuch w Rotundzie. Czy prawda została ujawniona ?

15 lutego 1979 roku o godzinie 12:37 w budynku usytuowanym u zbiegu ulicy Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich (rondo Dmowskiego) zwanym ROTUNDĄ, wybuchł , jak podano oficjalnie,gaz. W tej katastrofie 49 osób poniosło śmierć, a 135 zostało rannych. Widziałem tę katastrofę. Oto moje wspomnienia z nią związane.

W lutym 1979 roku przebywałem na szkoleniu koło Warszawy. W dniu 15 lutego o godzinie 12.00 wychodziłem z Dworca Centralnego celem udania się do Domów Towarowych „Centrum” po zakupy. Należy pamiętać, że w tamtych czasach Domy Towarowe „Centrum” były jak na ówczesne czasy dobrze zaopatrzone. Wielu ludzi przyjeżdżało tam na zakupy.

Przechodziłem wówczas koło Pałacu Kultury i Nauki, gdy z rejonu Rotundy i Domów Towarowych „Centrum” zobaczyłem język ognia, później usłyszałem ogłuszający huk dochodzący od popularnego „Okrąglaka”, w którym mieściło się PKO. Z gmachu zaczął wydobywać się gęsty czarny dym. Pobiegłem w tym kierunku. To, co zobaczyłem przybiegając na miejsce przerosło moje jakiekolwiek wyobrażenia o tej katastrofie i tragedii wielu ludzi. W 1979 r. byłem młodym człowiekiem, który nigdy nie widział morza krwi i poćwiartowanych ludzkich zwłok. A taki obraz wtedy zobaczyłem. Ruiny tak popularnego w Warszawie „Okrąglaka”, pełno szkła i leżących wszędzie szyb. Fragmenty okien i powbijane w części konstrukcji budynku fragmenty ludzkich ciał. Ręce ludzkie, palce, kawałki odzieży wypełnione krwawą masą - taki widok zapamiętałem.

Wokół leżało pełno banknotów i dokumentów. Budynek był kompletnie zniszczony, brakowało w nim około jednej trzeciej zewnętrznej konstrukcji. Szybko na miejscu zjawiła się Milicja, przyjeżdżały na sygnale karetki pogotowia. Zgromadzeni tam ludzie chcieli pomóc uwięzionym we wraku budynku pracownikom PKO. Niestety Milicja szybko otoczyła cały rejon nie dopuszczając tam nikogo. Widziałem jak milicjanci zbierali pieniądze do worków. Jak wyciągali ludzi ociekających krwią.

Młoda lekarka chciała wyciągnąć z ruin kobietę, która prosiła o pomoc. Chwyciła ją więc za ręce i wyjęła same ręce. Później ta lekarka zemdlała.

Obok Rotundy stał autobus miejski (nie pamiętam już marki i jego numeru). W środku tego autobusu jęczeli ranni ludzie, którym kawałki szyb z okien autobusu wyciśnięte falą uderzeniową z wybuchu Rotundy poobcinały kawałki ciał. To była prawdziwa masakra. Wokół krzyki rannych, krew morze krwi i płacz. Byliśmy w szoku. Strach paraliżował wszystkich. Ktoś krzyczał by natychmiast uciekać, bo gaz znowu wybuchnie. Nigdy później nic podobnego nie widziałem.

Akcję ratunkową utrudniała szalejąca wtedy zima stulecia. Temperatury dochodziły do minus 20 stopni. Poszukiwanie zasypanych ludzi trwało sześć dni, w całej operacji wzięły udział ponad dwa tysiące osób. Tysiące oddawały też krew na rzecz ofiar.

Jak ustaliła prokuratura, jedyną przyczyną tragedii był wybuch gazu. Sam budynek nie miał instalacji gazowej, ale gaz nagromadził się w sąsiednim.

Na skutek wadliwej instalacji dostał się do kanału telekomunikacyjnego i do podziemi Rotundy. W normalnych warunkach pogodowych wydostałby się na zewnątrz. Ale wtedy zablokowała go gruba pokrywa śniegu. Niska temperatura wykropliła zaś substancje zapachowe gazu, które mogły zaalarmować ludzi.

Pamiątkowa tablica pod Rotundą, odsłonięta w październiku 1979 r.:

Pamiętam, że wiele lat później spierano się o powód lub powody wybuchu tego budynku. Informacje wtedy podlegały ścisłej cenzurze i trudno było dowiedzieć się, jaka była prawdziwa wersja tych wydarzeń. Do chwili obecnej nie potwierdzono w 100 % czy był to wybuch gazu czy wybuch bomby.

Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Andrzej Przybylski
Oceń artykuł:

(0)